Zaloguj się:

lub  
corin
 
 

"Dogonić Kenijczyków". Czy to możliwe? Recenzja książki Andharananda Finn'a

 

autor: Iwona Ludwinek-Zarzeka, opublikowano: 09/06/2013

Dogonic Kenijczykow3Ostatnimi laty modne są książki opisujące niesamowite historie sportowców, którzy musieli pokonać swą drogę „od zera do bohatera”. Drugi typ „bestselerów”, to najnowsze odkrycia powodujące rewolucję w bieganiu. Pomyślałam, że „Dogonić Kenijczyków”będzie właśnie ciągiem pseudonaukowych teorii napędzających do porzucenia europejskiego życia, odstawienia w kąt  butów i pomknięcia w dzikim buszu przed siebie. Jakże się pomyliłam...

 

Andharanand Finn, autor książki, to zwykły facet, który niegdyś miał biegowy potencjał, jednak studia, praca, ostatecznie założenie rodziny spycha sport na dalszy plan. Brakuje mu czasu i motywacji do trenowania, co najwyżej raz na jakiś czas zrywa się do biegu, by za chwilę poddać się lenistwu. Moment związania się z magazynem Runner's World sprawia, że bieganie staje się powoli czymś więcej. Bierze udział w biegu na 10 km i...wygrywa go. Wszakże konkurencja nie jest zbyt wielka, ale jednak pierwsze miejsce mile łechce ego, poza tym apetyt rośnie w miarę jedzenia! Prawdziwa rewolucja zaczyna się w głowie Finna, gdy przed nim stają nowe możliwości: wyjazd do Kenii, by trenować tak jak tamtejsi zawodnicy, jeść to co oni i prowadzić ich tryb życia. Wszystko tylko po to, by biegać szybciej. A najlepsze jest to, że jego żona przyklaskuje pomysłowi. I tak oto zaczyna się przygoda tak naprawdę całej rodziny autora.

 

Książka „Dogonić Kenijczyków” to opis próby wejścia w świat najszybszych ludzi na świecie. Chociaż Kenijczycy chętnie dzielą się swą wiedzą, wpuszczają do swoich domów, parzą gościom herbatę, nie mają nic przeciwko temu, by dołączyć do nich na treningach, to ich odmienność sprawia, że czasem trudno nam, Europejczykom, zrozumieć ich niektóre zachowania. Autor spędza czas z wielkimi sławami maratonu, kopiuje ich codzienne menu, wstaje wraz z nimi tuż przed wschodem słońca, podpatruje technikę biegu. Przede wszystkim stara się odkryć ich motywacje, źródło siły, prawdziwą naturę. Stara się przełożyć zdobytą wiedzę na swoje działania, zbytnio nie ocenia, co najwyżej krytykuje własną nieudolność jeśli chodzi o sferę biegową.

 

Fabuła lektury nie jest wyłącznie rozwodzeniem się nad tajemnymi sposobami na szybkość. Wertując strona po stronie czekamy na zakończenie, które doprowadzi nas do finału, tzn. relacji z maratonu w Lewie, do którego przygotowuje się cała Lewa Team wraz z autorem na czele. Sam Finn nie zamierza tak naprawdę w tym biegu Kenijczyków dogonić, a raczej zaczerpnąć trochę inspiracji i siły, by pobiec poniżej „trójki”. W międzyczasie poznajemy szczątkowe historie poszczególnych zawodników, dla których te zawody mogą być wielką szansą na zaistnienie w sportowym świecie. Przez te 210 stron zdążamy choć trochę się zaprzyjaźnić z bohaterami książki, dlatego z napięciem trzymamy za nich kciuki.

 

Czy im się uda dogonić własne pragnienia o lepszym wyniku, wygranej, sławie i pieniądzach, dzięki którym będą w stanie utrzymać swoje rodziny?  Czy książka rzeczywiście odkrywa wielkie tajemnice Kenijczyków? Żeby się dowiedzieć, musicie przeczytać tę pozycję. Stanowi ona połączenie reportażu z felietonem, dlatego nadaje się ona do poczytania w gwarnym autobusie, jak i zaciszu własnego domu. Można by rzec: lekka i przyjemna, ale coś w niej jest takiego, że  daje do myślenia. Praktycznie odarta ze wzniosłych, amerykańskich haseł. Szczera i prosta i to właśnie jest jej największym atutem. Szczerze polecam!

Dodaj komentarz

Komentarze (0)

Nikt jeszcze nie dodał komentarza

Kanał RSS komentarzy na tej stronie | Kanał RSS dla wszystkich komentarzy