Zaloguj się:

lub  
 
 

Mieć (wyniki) czy być? Okiem biegaczki z 16-o letnim doświadczeniem ;)

 

autor: Katarzyna Żbikowska-Jusis, opublikowano: 30/04/2017

Siedzę w samochodzie na miejscu pasażera z bólem głowy i palącym gardłem – od przeziębienia i śpiewania na cały głos, bo wracam właśnie z koncertu rockowego. Jest noc. Czuję się dość paskudnie, bo choroba mnie toczy od kilku dni, a ja zamiast przystopować zarywam kolejną noc. Ostatni trening zrobiłam 3 dni temu w palącym upale na Lanzarote i zakończyłam go kąpielą w lodowatym oceanie (co być może w istotny sposób wpłynęło na mój aktualny stan zdrowia...?).

Z nudów i żeby nie zasnąć w tym pędzącym samochodzie przeglądam facebooka. Z racji moich zainteresowań cały facebook oczywiście biega, trenuje, poci się, zdobywa medale za medalami, robi życiówki, pokonuje słabości, osiąga sukcesy i nie leni się nawet jeden dzień, bo przecież „siła jest w motywacji” i „jedziemy dalej z tym koksem”. Lubię to. Naprawdę to lubię, więc klikając kolejne uniesione w górę kciuki nie kłamię. Podziwiam, cieszę się, że tyle jest mocy w ludziach, tyle wzajemnej motywacji. Pozytywnie zakręcony biegowy świat. Ale…

lanzabieg

Lanzarote - zwiedzanie biegiem :) Kwiecień 2017

Wchodzę na grupę, którą sama stworzyłam wraz z koleżanką z redakcji naszego portalu. „Biegaczki” mają już ponad 4 800  członkiń i są bardzo aktywne. Panuje tu przyjacielska atmosfera wzajemnego wsparcia. Naprawdę jestem szczęśliwa, że to wirtualne przedsięwzięcie się udało i, co więcej, chwilami wykracza poza strefę czysto wirtualną, bo wiem, że niektóre dziewczyny z grupy się spotykają. Fantastycznie! Chciałabym mieć więcej czasu żeby się tam udzielać.  

Uderza mnie jeden z postów, w którym jedna z dziewczyn pisze, że ostatnio straciła radość biegania, bo zaczęła walczyć o życiówki i dopadła ją frustracja. Pod spodem mnóstwo komentarzy – podziękowań za te słowa, stwierdzeń, że trzeba biegać powoli dla siebie dostrzegając widoki po drodze i oddychając od problemów i trosk. Czytam i w sumie to rozumiem co dziewczyny mają na myśli, bo sama najbardziej na świecie uwielbiam powolne treningi górskimi szlakami. Ale… przychodzi mi też do głowy, że to trochę bez sensu – takie pisanie, że jedno bieganie frustruje, a inne uszczęśliwia i że tak jest lepiej, a tak gorzej…

Biegam 16 lat... Bywało że zgarniałam puchary (fakt faktem kiedyś było łatwiej, bo a- byłam młodsza i b- biegało po prostu mniej babeczek), bywało, że walczyłam zaciekle o każdą urwaną minutę, wracałam po treningach zmęczona tak, że nie byłam w stanie zjeść kolacji. Bywały zawody kiedy dawałam z siebie absolutnie wszystko doprowadzając moje ciało do ostateczności kiedy na mecie nie byłam wstanie się podnieść o własnych siłach. Bywały życiówki po których radość była tak przeogromna, że kochałam cały świat. Były też rozczarowania, które bolały, a niektóre pamiętam do dzisiaj (jak przegranie o 6 sekund! walki o 3 miejsce w biegu na 64km  czy fiasko w złamaniu 3:15 w maratonie zeszłej wiosny mimo naprawdę morderczych treningów). Bywały tygodnie i miesiące kiedy wychodziłam z domu tylko na lekkie przebieżki nie mając najmniejszej ochoty na ściganie się z kimkolwiek i walczenie o oddech. Bywało, że znajomi się dziwili dlaczego tak wolno pobiegłam i pytali co się stało. Bardzo niedawno jeszcze słyszałam takie pytania…

bieg Pila miec czy byc

Piła Półmaraton - walka o życiówkę :) Wrzesień 2012

I tak sobie myślę, że bieganie nie jest czymś stałym, z góry określonym, że ma być takie lub inne – szybkie lub wolne, nastawione na życiówki lub rekreacyjne. Nie ma lepszego i gorszego biegania, podobnie jak nie jest zdefiniowane, że jedni mają tylko ciężko trenować i się ścigać, a inni tylko truchtać dla przyjemności. Czasem można się pościgać, postarać, popracować, czerpać satysfakcję z prędkości, ze stawania się „lepszym” w tym co się lubi robić. A czasem warto zwolnić, bo są inne sprawy w życiu, inne priorytety, problemy czy po prostu potrzeby. Bieganie powinno być dla nas tym czym chcemy żeby było w danym momencie życia. Motywacją, inspiracją, wyzwaniem, radością, treningiem czy też relaksem po ciężkim dniu. Czasem same zmieniamy plany, bo zmienia się to czego chcemy od biegania. Czasem nasze plany weryfikuje życie. Liczy się to, żeby to bieganie nie było przymusem.  Jak to pięknie powiedziała Julie Isphording...Biegaj często i biegaj daleko, ale nigdy nie "zabiegaj" swojej radości z biegania..."

zakopanebyc

Bieganie w Tatrach - bardzo powoli :) Kwiecień 2017

Zaczyna się majówka, moja córka jest na „wywczasie” z dziadkami i mam przed sobą perspektywę 4 dni z czasem żeby „bardzo dużo trenować”. Taki był plan – mnóstwo kilometrów, trening hardcore, intensywne przygotowanie do… ultramaratonu na 115 kilometrów, na który jestem zapisana (bo najwyraźniej nie jestem normalna :)) i który startuje za bagatela 3 tygodnie! Tymczasem czuję się raczej średnio, bo toczy mnie jakiś wirus i o ile dyszkę może przebiegnę to pokonywanie 30-o kilometrowych tras jakoś dzisiaj do mnie nie przemawia… Sytuacja jest dość patowa jeśli chodzi o ten start, bo naprawdę nie wybiegałam tych wszystkich ultramaratońskich kilometrów i jedyne co mam (albo i nie, bo dawno nie sprawdzałam) to mocna głowa, która nie lubi odpuszczać. Gdyby ktoś ze znajomych był w takiej sytuacji i chciał się mnie poradzić co ma zrobić powiedziałabym – odpuść, zmień dystans na krótszy, nie jesteś przygotowany/a. Kiedy sama sobie zadaję to pytanie włącza się we mnie lampka alarmowa, że przecież „Kobieta w biegu” się nie poddaje, nie odpuszcza itd. Itp.  Co finalnie zrobię – nie wiem. Ale wiem, że na pewno w momencie decyzji wyłączę facebooka, instagram i telefon, założę buty do biegania i pójdę do lasu posłuchać swojego własnego wewnętrznego głosu.

 

Radości z biegania kochane BIEGACZKI bez względu na tempo w jakim przemierzacie biegowe ścieżki!

Kate

autorka książki "Kobieta w biegu, Jak pogodzić pasję z codziennością i odnaleźć radość w życiu", wyd. Galaktyka, 2015

 

Dodaj komentarz

Komentarze (0)

Nikt jeszcze nie dodał komentarza

Kanał RSS komentarzy na tej stronie | Kanał RSS dla wszystkich komentarzy