Zaloguj się:

lub  
 
 

Okiem biegaczki: Czy zawsze wzorowo się odżywiam?

 

autor: Agnieszka Banach, opublikowano: 01/12/2017

Myślisz sobie, że nie możesz nigdy zjeść nic niezdrowego? Owszem - warto zdrowo się odżywiać. Ale lepiej zachować po prostu zdrowy rozsądek! Przeczytaj felieton Agnieszki.

Tak długo, jak szukałam optymalnego dla mnie treningu, testowałam również jaki sposób odżywiania najlepiej się u mnie sprawdzi. Nie jestem ani dietetykiem, ani trenerem. Absolutnie nie chcę zabierać zatem głosu w kwestiach, na których się nie znam… Rozumiem, że dla osób trenujących faktycznie dużo, dobranie odpowiedniej diety i dostarczenie organizmowi określonych suplementów jest konieczne. Chcę opowiedzieć wam jak to było u mnie i pokazać, że może warto zachować przede wszystkim... zdrowy rozsądek. 

 img1508348661168

Kiedy byłam nastolatką, starałam się mocno ograniczać dostarczane organizmowi kalorie. Moja mama nie mogła zrozumieć, że potrafię na obiad zjeść sałatę, a na deser dwa batony… A ja bardzo lubiłam słodycze i w żadnym wypadku nie chciałam z nich rezygnować. Starałam się więc pilnować, żeby zgadzał się założony przeze mnie bilans kaloryczny… Mój ‘systemu odżywiania’ był wprawdzie skuteczny, ale mądry niestety nie był.

Potem zaczęłam intensywnie biegać. Przestałam mieć wyrzuty, kiedy pozwalałam sobie na coś słodkiego. Spalałam przecież mnóstwo kalorii i bardzo dbałam o to, żeby je na bieżąco uzupełniać... Dziwiłam się wprawdzie trochę, dlaczego tyle biegam a nie chudnę. Starałam się jednak trzymać wagę na w miarę przyzwoitym poziomie i uznałam, że nie muszę się za bardzo z jedzeniem słodyczy ograniczać.

Przestałam żywić się samymi warzywami. Dołożyłam więcej mięsa, do tego ryż, makaron, różne rodzaje kasz. Starałam się jeść zdrowo. Zafiksowałam się również na suplementacji… Łykałam witaminy, testowałam odżywki. “Przedtreningówki”, “potreningówki” – wlewałam w siebie co popadnie, oczekując spektakularnych efektów.

Pamiętam, jak oszalałam na punkcie ‘spalaczy tłuszczu’. Łykałam “magiczą” tabletkę przed treningiem i niemalże czułam jak cały ten tłuszcz się ze mnie wytapia… A potem poczytałam trochę na ten temat i dowiedziałam się, że owe specyfiki wywołują proces termogenezy, czyli po prostu podnoszą temperaturę ciała… Nic dziwnego, że pociłam się tak intensywnie, skoro sztucznie wywoływałam sobie gorączkę. Trzeba mieć naprawdę sporą wiedzę, żeby umiejętnie stosować suplementację. I żeby nie zrobić sobie krzywdy.

20150228 154444

Ja nie ćwiczę aż tak dużo, żebym potrzebowała ‘wspomagaczy’. Staram się, wszystkich potrzebnych mojemu organizmowi składników, dostarczać w pożywieniu. Bardzo dobrym ‘spalaczem’ są na przykład niektóre przyprawy. Ostra papryka, kurkuma czy pieprz cayenne zagościły na dobre w mojej kuchni. Przed treningiem często wypijam dobrą kawę – potrafi dać niezłego ‘kopa’.

W trakcie treningu piję dużo wysokozmineralizowanej wody… Przypominam, że większość dostępnych na rynku wód nie jest wodami mineralnymi. Nazywamy je ‘mineralnymi’ zwyczajowo i taka nazwa jest dopuszczalna do celów sprzedaży… Jednak rzadko która z nich przekracza próg 1000 mg składników mineralnych na 1 litr. Dlatego warto czytać etykiety i wybierać wody, które mają składników mineralnych więcej.

Kiedy kończę trening a nie mam możliwości zjeść pełnowartościowego zbilansowanego posiłku, świetnie sprawdza się banan i szklanka maślanki. Jeśli mam czas, miksuję je z siemieniem lnianym albo nasionami chia. Nie potrzebuję odżywek białkowych.

Staram się, żeby moja dieta była urozmaicona i nie eliminuję z niej żadnych produktów. Nie ważę też porcji ani poszczególnych składników. Przestrzegam za to kilku zasad:

  1. Pieczywo jem, ale tylko na śniadanie.
  2. Na obiad do mięsa i warzyw dodaję ryż, makaron albo kaszę. Najbardziej lubię jaglaną i orkiszową. Szczególnie w dni, kiedy trenuję, dbam o to, żeby mój obiad był naprawdę pożywny.
  3. Bardzo lubię rośliny strączkowe. Fasola, cieciorka czy soczewica zawierają dużo białka i są świetnym zamiennikiem dla mięsa.
  4. Pilnuję, żeby na kolację nie jeść węglowodanów. Przeważnie jem warzywne sałatki. Do tego mięso albo rybę, jeśli mam na to ochotę.
  5. Na przekąski wybieram surowe warzywa albo owoce.
  6. Sama przygotowuję słodkości. Na bazie kaszy jaglanej, płatków owsianych, kakao czy gorzkiej czekolady można wyczarować cuda!
  7. Jeśli mam jednak ochotę zgrzeszyć, robię to w ciągu dnia, nie wieczorem. Żeby organizm miał czas na rozprawienie się z dodatkowymi kaloriami.

20150615 174346

Nie zrezygnowałam jednak całkowicie z kupnych słodyczy... Przyznam się nawet do tego, że okazały się bardzo pomocne, kiedy rzucałam palenie. Sporo wtedy przytyłam. Nie mogłam powstrzymać się przed dogadzaniem sobie różnymi słodkościami. Uznałam jednak, że te wszystkie pozytywne następstwa, jakie niesie za sobą porzucenie tytoniowego nałogu, warte są kilku dodatkowych kilogramów… A nie potrafiłam walczyć jednocześnie z papierosami i słodyczami. Chciałam ‘uporać się’ z tym gorszym nałogiem, by potem stopniowo wracać do zdrowej diety.

Nie jestem idealna… Trening i zdrowe odżywianie to część mojego życia. Ale mam też chwile słabości. I daję sobie do tych słabości prawo… Nie muszę być perfekcyjna. Tabliczka czekolady zjedzona przed snem nie przekreśla moich codziennych starań o to, żeby zdrowo żyć.

Nadprogramowe kilogramy zrzuca się niestety dużo ciężej niż je na siebie “wrzuca”… Cierpliwość i konsekwencja działają jednak cuda. A ja jestem już bardzo blisko celu!

Dodaj komentarz

Komentarze (0)

Nikt jeszcze nie dodał komentarza

Kanał RSS komentarzy na tej stronie | Kanał RSS dla wszystkich komentarzy