Zaloguj się:

lub  
BIEG FABRYKANTA
 
 

Moda na ultra...

 

autor: Iwona Ludwinek-Zarzeka, opublikowano: 29/04/2013

biegi ultra2Jeszcze kilka, kilkanaście lat temu maraton był uważany przez ogół za dystans, któremu sprostać mogą wyłącznie nieliczni. Powszechność biegów długich, promocja, obietnica wielkich przeżyć daje nam wiarę, że i my potrafimy to osiągnąć. Każdy biegacz bez względu na płeć, chciałby zostać wielkim bohaterem. Wydłużone limity czasów sprawiają, że maraton rzeczywiście może pokonać większa ilość osób. Z kolei m.in. książka „Urodzeni biegacze” zaprowadziła nasze umysły i marzenia jeszcze dalej. My, biegaczki, zapragnęłyśmy przeżywać te uniesienia i wspaniałości. Okazuje się, że po zrzuceniu ciężkich butów jesteśmy w stanie na wpół boso pokonywać dziesiątki kilometrów. Oczywiście czekają nas dreszcze, ból, krew, problemy żołądkowe, ale czymże to jest w zestawieniu z czekającym nas oświeceniem na trasie?

 

Jestem świeżo po maratonie. To co najbardziej pamiętam z ostatnich 14 km to ból, osłabienie, nieostrość widzenia, mdłości, łzy i niechęć do dalszej walki. Sam bieg nie przysporzył mi żadnych uniesień. Można zapytać zatem: po co to robię, jeśli nie czerpię z tego żadnej przyjemności. Oczywiście zdarzają się radosne starty. Do dziś pamiętam rok 2011, Poznań Maraton, kiedy to jak na skrzydłach biegłam do mety po życiówkę. Pogoda trafiła się jak marzenie, a ja byłam doskonale przygotowana. Na tegoroczny maraton też byłam przygotowana. Trenowałam systematycznie od listopada, jednak czegoś tam zabrakło, a może to po prostu nie był jeszcze ten czas. Czy gdybym o tym wiedziała, to bym nie wystartowała na wiosnę, tylko dzielnie poczekała na jesienne biegi? Oczywiście, że nie! Bo kocham to co czuję na mecie, jak również późniejsze analizowanie każdego sukcesu i błędu na trasie. Rzecz polega na tym, że biegam średnio po 60 km tygodniowo, robię ćwiczenia siłowe, rozciągam się, rozplanowuję dietę, nie zarywam nocy, by po kilku miesiącach wyrzeczeń stanąć na wysokości zadania. Nie mówiąc już o tym, że mam już bazę w nogach stworzoną przez wcześniejsze lata biegania.

 

Wszystko fajnie, tylko zapewne pytasz, o co mi tak naprawdę chodzi. Otóż to, co obserwuję wśród świeżych biegaczy i biegaczek, to bezrefleksyjność w podejmowaniu decyzji o startowaniu w maratonach jak i biegach utra. Tak jak w dzieciństwie czytało się książki o przygodach młodych, podróżujących chłopców, którzy walczyli z trudami życia na łodzi lub tratwie, zdobywali pożywienie, walczyli z piratami oraz dzikimi zwierzętami, tak teraz czytamy o biegowych nadludziach, którzy mówią nam: ciebie też na to stać. A my w to wchodzimy.

 

dlugie biegiŻycie w cywilizacji nie wymaga od nas czynów wielkich. Przecież po jedzenie idziemy do sklepu, do innego miasta jedziemy samochodem lub pociągiem, w pracy bywa, że pracujemy przez 2 godziny, a reszta to marnowanie czasu. Marzymy o wzniosłości, a te lektury nam starają się udowodnić, że szczęście czeka za progiem, wystarczy po prostu wyjść. I owszem, większość z nas mogłaby to uczynić, jednak ta radość za którą tęsknimy, nie leży pod naszymi stopami. Musimy pokonać wiele kilometrów, jak i musi minąć sporo czasu by rozkoszować się słodkim bólem na trasie. Ale należy pamiętać jeszcze o jednym: to ma być mądry trening, dostosowany do naszych potrzeb i możliwości. Zajeżdżanie się podczas codziennych przebieżek nie będzie procentowało pozytywnie.

 

Ludzkie ciało jest w stanie znieść wiele obciążeń, pamiętajmy jednak, że lata spędzone w ławkach szkolnych, za biurkiem, przed telewizorem sprawiły, że dużo pracy trzeba włożyć, by dojść do tej fantastycznej sprawności, którą obserwujemy chociażby o Scotta Jurka. Nie porzucajmy marzeń, dążmy do nich, ale nie wybierajmy ścieżek na skróty. W przeciwnym razie czeka nas wielkie rozczarowanie, ciskanie butów w kąt, gorycz i niechęć do własnej osoby. Bieganie jest oczywiście piękne. Bieganie na długie dystanse, bywa wspaniałe, ale jednocześnie bardzo wymagające. Nie lubi kombinatorów i ściemniaczy. Przyciąga szaleńców, ale i ludzi pracowitych, twardych, świadomych. Jeśli jesteś przekonana, że możesz dołączyć do tej drugiej grupy: to świetnie! Ale jeśli jesteś biegową nowicjuszką, a ze sportem wcześniej miałaś niewiele wspólnego, to lepiej poczekaj na swoją kolej, by za rok, dwa, a może i za 5 lub 10 lat rozpocząć przygodę z długimi dystansami. To piękna przygoda, ale bywa bolesna- nie zapominaj o tym.

Dodaj komentarz

Komentarze (0)

Nikt jeszcze nie dodał komentarza

Kanał RSS komentarzy na tej stronie | Kanał RSS dla wszystkich komentarzy