Zaloguj się:

lub  
 
 

Bądź aktywna i trenuj z radością!

 

autor: Agnieszka Banach, opublikowano: 11/10/2017

Bywa tak, że zachłystujemy się bieganiem, staramy się wciąż robić więcej, szybciej, mocniej. A potem dopada nas krysys i bieganie przestaje cieszyć... Walczyć z tym czy się poddać? Zmuszać się czy zmienić podejście do treningów i poszukać czegoś innego? Przeczytajcie historię Agnieszki, która skutecznie przekonuje, że najważniejsze jest to, żeby sport dawał nam radość. Wtedy dbanie o formę to czyta przyjemność i satysfakcja. 

20150604 185107

Jak szukałam idealnego dla mnie treningu i czy w końcu udało mi się taki znaleźć…?

Ta historia zaczyna się od biegania...

Zawsze lubiłam sport. W szkole sporo pływałam, trenowałam taniec nowoczesny, potem karate. Rozpiętość dyscyplin dość spora, ale przecież w życiu chodzi o to, żeby szukać… tego w czym jesteśmy dobrzy, a przede wszystkim co sprawia nam przyjemność. Tylko, że ja w żadnej z dyscyplin nie byłam wybitna… Starałam się, byłam uparta, konsekwentna i pracowita, ale nie miałam zadatków na zawodowego sportowca.

Biegać zaczęłam już jako mocno dorosła osoba. Złapałam na nie zajawkę kilka lat temu, jeszcze przed tym całym biegowym boomem. Robiłam szybkie postępy. Uznałam, że muszę mieć do biegania jakieś wyjątkowe predyspozycje… choć wcale takich nie miałam. Po prostu „weszłam” w bieganie, mając solidne sportowe zaplecze. Dyscypliny, które trenowałam wcześniej, dały mi wytrzymałość, nauczyły wytrwałości i regularności w treningach.

Życiówki, życiówki...

Nie musiałam ‘budować formy’ i poprawiać kondycji… Mogłam od razu skupić się na trenowaniu szybkości i uczyć się rozkładać siły na dłuższych dystansach. Bardzo dużo startowałam. Moje ulubione dystanse to te od 10 km do półmaratonu. Maratony przebiegłam do tej pory trzy. Na ścianie wieszałam kolejne medale z biegów, w większości zakończonych ‘życiówkami’. No tak to po prostu działa… Jeśli zaczynamy trenować coś, z czym wcześniej nie mieliśmy do czynienia, to efekty na początku przychodzą błyskawicznie… Ale wraz z tym, jak jesteśmy coraz lepsi, spektakularność tych efektów maleje. Coraz więcej wysiłku musimy włożyć w to, żeby choć odrobinę poprawić czas. Życiówek nie da się w nieskończoność poprawiać o minuty. Zawodnicy z czołówki nie walczą przecież nawet o sekundy, lecz zaledwie o ułamki sekund.

Ja doszłam do jakiegoś tam mojego indywidualnego poziomu i utknęłam. Przestałam po prostu robić postępy, a treningi przestały mnie cieszyć. Gdybym była zawodowym biegaczem, pewnie szukałabym jakiegoś rozwiązania… innego trenera, może sportowego psychologa. A jako, że jestem całkowitym amatorem, niezmiennie uparcie twierdzę, że sport ma mi dawać przede wszystkim radość, efekty są na drugim miejscu...

Nie tylko bieganie

Zawsze bardzo lubiłam treningi uzupełniające bieganie. Chodziłam na zajęcia fitness, wzmacniałam ciało, ćwicząc z jego własnym ciężarem albo z lekkim obciążeniem. I spróbowałam wejść w to bardziej. Uwielbiam krótkie, interwałowe treningi, oparte na podskokach, pajacykach, pompkach, przysiadach… czyli tych wszystkich niby dziecinnie prostych ćwiczeniach. Które jednak, przy odpowiednim ułożeniu, mogą wydolnościowo wykończyć.

Najczęściej ćwiczę w domu. Szukam w Internecie różnych fitnessowych treningów i sprawdzam, co mi odpowiada. Zaprzyjaźniłam się z kettlebell i hantlami. Choć, jeśli nie mam ich akurat pod ręką, nie jest to absolutnie powód, żeby zrezygnować z ćwiczeń. Mam zapisanych sporo treningów, do których nie potrzeba żadnych akcesoriów. Kiedy wyjeżdżam służbowo, robię trening nawet w hotelowym pokoju.

Nie ma wymówek, wystarczą chęci!

Jeśli ktoś dopiero zaczyna przygodę ze sportem, namawiam jednak do skorzystania z pomocy trenera… Źle dobrany trening niekoniecznie zrobi nam krzywdę, ale na pewno nie przyniesie zamierzonych efektów. A to może nas szybko zniechęcić.

Ja poznałam już jednak moje ciało na tyle, żeby wiedzieć co lubię, co przynosi efekty… a przede wszystkim co na pewno mi nie szkodzi. Na bieganie nie obraziłam się śmiertelnie. Często robię krótkie interwałowe biegowe treningi. Czasem mam też ochotę na dłuższą przebieżkę… Kilka lat regularnych biegowych treningów spowodowało, że ‘dychę’ robię ‘od ręki’... Oczywiście wolniej niż kiedyś, ale za to z jaką radością!

Dodaj komentarz

Komentarze (0)

Nikt jeszcze nie dodał komentarza

Kanał RSS komentarzy na tej stronie | Kanał RSS dla wszystkich komentarzy