Zaloguj się:

lub  
Poznań
 
 

Superfeet - wkładki nie tylko dla biegaczy

 

autor: Kamila Gruszka, www.ceneria.pl, opublikowano: 28/06/2010

 

Pechowy sezon biegowy

Początek sezonu był dla mnie w tym roku bardzo pechowy. Najpierw z powodu chorób moich dzieci ominęły mnie starty w dwóch bardzo fajnych półmaratonach: wokół Ślęży i w Żywcu, następnie samolot z prezydentem na pokładzie oraz polskimi notablami rozbił się w Smoleńsku, w związku z czym odwołano w ostatniej chwili maraton w Dębnie, z kolei nie bardzo miałam ochotę męczyć się na mało interesującej moim zdaniem trasie Cracovia Maraton, więc sama tym razem zrezygnowałam ze startu. Na osłodę pozostało mi II miejsce w swojej kategorii wiekowej w półmaratonie w Gorlicach. Bieg był dość trudny, bo zahaczał o pagóry Beskidu Niskiego, ale cały czas udawało mi się utrzymywać w miarę równe tempo i właściwie tylko jeden podbieg odczułam poprzez problemy z wyrównaniem oddechu. “Pudło” w gorlickim Biegu Naftowym zaostrzyło tylko mój apetyt na jakiś fajny czas w maratonie, który miałam biec już tydzień później. Ostatecznie bowiem postanowiliśmy wystartować z mężem w Cross Maratonie w Sielpi. Impreza zapowiadała się interesująco: bieg wiódł po lasach, drogach głównie piaszczystych lub szutrowych. Świeże powietrze, bliskość przyrody, otaczająca zieleń to było to, co najbardziej lubię w bieganiu. Mimo że to Świętokrzyskie brakowało mi tam tylko paru większych górek (bo trochę mniejszych było...).


Wystartowaliśmy rano drogą wzdłuż jeziora i otaczającego go lasku, potem skręciliśmy w nowo budowaną ścieżkę z kostki, by wreszcie dotrzeć do lasu. Mieliśmy zaliczyć 3 okrążenia po ok. 14 km, tylko że… na drugim kilometrze skręciłam nogę!!! Tzn. wykręciłam ją w kostce na jakiejś nierówności, ale swoim zwyczajem próbowałam ją rozruszać na wszystkie strony i… pobiegłam dalej. Przed półmaratonem w Gorlicach także źle stąpnęłam, a bieg ukończyłam bez żadnych konsekwencji. Takie skręcenia zdarzały mi się w przeszłości często i wiem, jak z nimi postępować. Co prawda w Sielpi noga zabolałam bardziej niż zwykle i dłuższą chwilę trwało, by kostka ułożyła się na swoim miejscu z powrotem, ale już biegnąc nie czułam bólu i wydawało mi się, że wszystko jest z nią w porządku. Tylko że… mimo dobrej rozgrzewki jakoś nie szło mi najlepiej. Biegłam za mężem w tempie, które powinno być dla mnie w sam raz, ale minęłam piąty kilometr, a cały czas nie mogłam wpaść w rytm. Po dziesiątym zaczęło mnie to niepokoić, bo zazwyczaj wystarczało mi ok. 30-40 minut na to, by przestać zwracać uwagę na technikę biegu, tempo, oddech, a samo poruszanie się do przodu stało się czymś w rodzaju medytacji w ruchu. Jeszcze na 14 km z uśmiechem na twarzy kiwałam swoim dzieciom, gdy kończyliśmy pierwsze okrążenie, ale na 15 już zaczęło do mnie docierać, że coś jest nie tak, bowiem 20 km to dystans treningowy - powinnam go przebiec nawet tego nie zauważając, a ja nie byłam w stanie do 20 kilometra dociągnąć.
Dałam tylko znać mężowi, że nie ma na mnie czekać, bo spróbuję biec wolniej, byle dać radę do końca. Gdy zostałam sama, zaczęłam analizować przyczyny, dlaczego biegnie mi się tak źle. Winiłam zbyt szybki start (pod męża), wyekploatowanie organizmu w biegu w Gorlicach tydzień wcześniej (dałam tam z siebie naprawdę dużo) czy spadek energetyczny w tygodniu poprzedzającym start (nie miałam ochoty pojechać nawet na zajęcia z jogi ani na ścianę) - popłakałam sobie trochę w samotności lasu, że taka beznadziejna jestem, że tyle trenuję, a maratonu nie mogę ukończyć, i że pech mnie w tym roku prześladuje, i że nie wiem, jaki ja teraz maraton pobiegnę, bo przecież muszę jakiś na wiosnę zaliczyć, żeby myśleć o moim celu głównym, czyli Gorce Maraton. Ale może ja w ogóle nie powinnam brać go pod uwagę, bo za mało trenuję, bo nie daję radę zwykłego maratonu przebiec po płaskim?
Dobiegłam (częściowo doszłam) do 28 km. Dalej nie miało sensu się męczyć, choć może udałoby mi się nawet ukończyć bieg w limicie. Zaczęła mnie jednak boleć noga. Nie, wcale nie w kostce, tylko stopa. Wyciągnęłam z tego jedynie wniosek - że czas kupić nowe buty, bo amortyzacja w starych już siadła.
Udałam się do naszego pokoju w ośrodku OSiR w Sielpi, by wziąć zasłużony prysznic. Z ulgą ściągnęłam buty i… wszystko stałe się jasne. Nie byłam w stanie dobiec do mety maratonu w sensownym czasie, gdyż próbowałam biec… ze skręconą nogą. Dopiero po ściągnięciu buta i chyba opadnięciu emocji poczułam, że najbardziej doskwiera mi kostka (ból w stopie był wynikiem - jak przypuszczam - podświadomego innego ustawiania stopy po skręceniu). Dopiero po czasie przyszła refleksja, jak ja byłam w stanie z tą nogą w ogóle przebiec 28 km! Załamanie formą przeszło nawet w pewien rodzaj dumy i przeświadczenie, że było to możliwe dlatego, że moja noga była lekko usztywniona dzięki wkładkom Superfeet

 
Wkładki Superfeet - nie tylko dla biegaczy

Od lutego używam - zamiast firmowych wkładek Oasicsa - wkładek Superfeet, dystrybuowanych przez firmę Ravenoutdoor. W dość przypadkowy sposób stałam się ich posiadaczką, ale uznałam że na pewno warto je wypróbować w butach biegowych. Na co dzień chyba nie odczuwałabym takiej potrzeby. Podczas prezentacji wyjaśniono mi, że dzięki tym wkładkom pięta zostaje usztywniona i dzięki temu nie ulega niepotrzebnym ruchom na boki. Noga jest bardziej stabilna, krok staje się pewniejszy, nie traci się niepotrzebnie energii na niekontrolowane wyginanie całego systemu kostnego stopy. W zależności od potrzeb czy schorzeń zalecane jest używanie wkładek o różnym stopniu zaawansowania. Można zakupić sobie wkładki standardowe, ale istnieje także możliwość wyprodukowania wkładek na indywidualne zamówienie (choć nie jestem pewna czy na polskim rynku także funkcjonuje ta opcja - na pewno jest tak w Stanach, gdzie Superfeet są produkowane). Ja otrzymałam wkładki w kolorze różowym, model przeznaczony specjalnie dla kobiet (nie chodzi tu tylko o kolor, ale także o kształt stopy). Fanką tego koloru  nie jestem, ale jako że damskie modele butów biegowych też przeważnie mają jakiś akcent różowy, uznałam że wkładki będą do nich pasować:)

 

Czytaj cały artykuł na www.ceneria.pl

Dodaj komentarz

Komentarze (0)

Nikt jeszcze nie dodał komentarza

Kanał RSS komentarzy na tej stronie | Kanał RSS dla wszystkich komentarzy