Zaloguj się:

lub  
Bursztynowy
 
 

40. BMW Berlin Marathon [RELACJA]

 

autor: Katarzyna Żbikowska-Jusis, opublikowano: 30/09/2013

Maraton w Berlinie należy do tzw. World Marathon Majors czyli 5-u największych maratonów na świecie. Poza Berlinem do wielkiej piątki zalicza się Londyn, Chicago, Nowy Jork, Boston i Tokyo. Zapisy na jubileuszowy – 40. Berlin Marathon otworzono w październiku zeszłego roku i trwały może z półtorej godziny. 40 000 miejsc rozeszło się jak świeże bułeczki. Pamiętam, że siedziałam przy komputerze punktualnie o 12 w południe i kiedy tylko uruchomiono rejestrację zabrałam się za wypełnianie formularza. Zapisując się o 12:02 załapałam się w pierwszych 10 000 uczestników (rejestracja na 2014 rok już się zaczęła - tym razem nie trzeba się spieszyć bo obowiązuje losowanie).

080 800x600Do stolicy Niemiec wybraliśmy się kilkuosobową grupą już w czwartek po południu. To był zdecydowanie dobry krok ponieważ mieliśmy dość czasu na wszystkie atrakcje i chwilę odpoczynku przed „wielkim dniem”. Atrakcji przed maratonem nie brakuje!

 

Piątek, 27 września – Targi Berlin Vital Expo

Odbiór pakietów możliwy był do soboty przy okazji odwiedzenia targów Berlin Vital Expo zlokalizowanych na obszarze starego lotniska Tempelhof. Wybraliśmy się tam już w piątek wczesnym popołudniem. Numer startowy można było odebrać wyłącznie na podstawie wydrukowanego potwierdzenia. Jeśli jednak ktoś zapomniał wydrukować kartkę w domu – żaden problem. O wydruk można było poprosić w jednym ze specjalnie przygotowanych stanowisk. Potwierdzenie było też przepustką na „darmowe” zwiedzanie targów. Ci, którzy nie brali udziału w maratonie mogli wejść za symboliczną opłatą 2 Euro.

006 800x600

Przed halami targowymi...

Targi Vital Expo przytłaczały wielkością. Nieraz bywałam na różnych targach, również zagranicą. Ogrom przedsięwzięcia zaskoczył mnie jednak bardzo. Wszystkie szanujące się marki przygotowały ogromne stoiska prezentujące setki kolorowych ubrań, butów i gadżetów do biegania. Wiele marek obecnych na Expo, w Polsce w ogóle nie ma swoich przedstawicieli. Jednak nawet najbardziej znane marki typu Adidas, Nike czy Asics przedstawiało biegowe kolekcje zupełnie niedostępne w polskich sklepach.  Wszystkiego do wyboru – do koloru. Szczególną uwagę zwróciłam oczywiście na damskie fatałaszki i buty – tutaj również wybór był przeogromny. To pokazuje jak bardzo jeszcze jesteśmy w tyle za „zachodem” mimo mody na bieganie w Polsce…

Na targach Vital Expo nie zabrakło też pokazów ćwiczeń czy atrakcji w postaci prasowania numerów startowych na koszulkach. Na zewnątrz hal również było sporo atrakcji – bar ze świeżym makaronem, piwo bezalkoholowe Erdinger, a na płycie lotniska pokazy różnych pojazdów…

020 800x646

W hali targowej...

Po przejściu przez wszystkie hale targowe (co zajęło nam niemało czasu) dotarliśmy do punktu odbioru numerów startowych. Tłum ludzi zwiastował dłuższe oczekiwanie – jednak – nic bardziej mylnego. W kilka chwil byliśmy już przy swoich stanowiskach (przypisanych do numerów; z rozróżnieniem na kobiety i mężczyzn). Bez chwili oczekiwania odebrałam też zamówioną wcześniej pamiątkową koszulkę adidasa z logo maratonu. Wychodząc ze strefy z numerami startowymi zostaliśmy „oznaczeni” opaskami na rękę, które od tej pory aż do końca maratonu były naszymi „przepustkami” na teren imprezy zarezerwowany dla biegaczy. Przez cały wieczór i kolejny dzień dostrzegaliśmy te same opaski u innych przypadkowych ludzi co dawało poczucie pewnej przynależności…

 

Sobota, 28 września - Bieg Śniadaniowy i maraton rolkarzy

W sobotę o 9:30 rano sprzed pałacu Charlottenburg startował Bieg Śniadaniowy (Breakfast Run). Wydarzenie naprawdę wyjątkowe i dostępne dla każdego, kto miał ochotę wziąć udział. Tysiące biegaczy z całego świata, niektórzy poprzebierani, niektórzy niosący flagi – wszyscy uśmiechnięci i naładowani pozytywną energią!

041 800x600

Reprezentacja KB "Arturówek" Łódź przed Biegiem Śniadaniowym:)

Na start biegu tysiące baloników helowych z logo głównego sponsora – BMW poleciało w niebo, a masa biegaczy i biegaczek ruszyła powoli przez ulice Berlina. Bieg Śniadaniowy kończył się na Stadionie Olimpijskim. Wrażenie fantastyczne. Z góry stadionu można było spojrzeć na niekończący się korowód kolorowych postaci przemieszczających się wokół stadionu. Na zakończenie – oczywiście tytułowe śniadanie. Do wyboru – co kto lubi i ile tylko chce zjeść – bułeczki, pączki, jabłka, banany, batoniki mesli, woda.

067 800x600

Stadion Olimpijski - "meta" Biegu Śniadaniowego

Powrót do centrum metrem wypełnionym w całości biegaczami również miał niemały urok.

Po południu z kolei mieliśmy okazję podziwiać rozpędzony do granic możliwości maraton rolkarzy. Nigdy jeszcze nie widziałam tylu ludzi pędzących na rolkach w tym samym czasie. Zawrotne tempo to zupełnie inna kwestia.

 

Niedziela, 29 września – 40. BMW Berlin Marathon

Pobudka o 5:30 rano żeby planowo zjeść śniadanie, na pewno niczego nie zapomnieć i dotrzeć na start odpowiednio wcześnie. Z reguły narzekam na takie pobudki, które serwuje mi moje dziecko, ale tym razem wstanie bladym świtem nie było żadnym problemem – i tak praktycznie nie spałam tej nocy. Szybka toaleta, wrzucenie przygotowanych już wieczorem ciuchów, bułka z miodem i bananem… Półtorej godziny skurczyło się bardzo szybko i kilka minut po 7 już maszerowaliśmy w kierunku startu z workami na depozyt zarzuconymi na plecy. Niesamowity klimat panuje o tej godzinie przed maratonem w Berlinie kiedy w tym samym kierunku podążają podekscytowani ludzie różnych narodowości…

078 800x603

5-u Wspaniałych i 1-a Wspaniała w drodze na start:)

Mimo, że strefa startowa zajmowała bardzo rozległy obszar nie mieliśmy najmniejszego problemu z odnalezieniem się w tym biegowym gąszczu. Przez chwilę tylko poczułam się zdezorientowana kiedy okazało się, że depozyty dla kobiet są zupełnie z drugiej strony niż depozyty męskie, ale szybko okazało się, że to w drodze na sam start więc problem przestał istnieć. W tym „niemieckim porządku” jedyny problem, na który zwróciłam uwagę dotyczył toalet. Trochę „dziwnie” były porozstawiane bo kolejki przy tych ostatnich przed startem (tak się składa, że przy damskich depozytach) były tak ogromne, że gdybym miała czekać do końca(czekałam 15 minut) na pewno spóźniłabym się na start. Trzeba było radzić sobie inaczej (doceniłam przewagę spódniczki do biegania nad spodenkami:)). Wśród takich emocji nietrudno o przedstartową „panikę”, ale daliśmy radę uporać się ze wszystkim. Pędziliśmy z Maćkiem przez park w stronę mety, trochę na skróty podobnie jak wielu innych biegaczy, bo na głównej drodze był już niewyobrażalny tłum ludzi.  Przed samą strefą startową zaliczyliśmy jeszcze przeskakiwanie przez małe ogrodzenie. Trochę nieprzepisowo, ale „wdarłam się” z Maćkiem do jego (trochę szybszej) strefy czasowej. W końcu mieliśmy biec razem…

084 800x600

Ja i Maciek przed startem

8:45. Ostatnie odliczanie, wystrzał i widok na setki  żółtych baloników szybujących w niebo przed nami. Zaledwie kilka minut po pierwszych zawodnikach z elity dotarliśmy do linii startu. Czas – start - na zegarku i początek biegu. Spodziewałam się, że trudniej będzie „wykręcić” rozsądne tempo na początku wśród takiej ilości biegaczy. A jednak, mimo tłumu biegnącego wokół nas udało nam się zacząć w miarę planowo po 4:50 na kilometr. Może to dobrze, że poleciałam z Maćkiem do strefy E… Na drugim kilometrze mimo chłodu poranka było mi już gorąco. W biegu zdjęłam bluzę i rzuciłam ją na pobocze wzorem innych biegaczy. Pierwsze 8 czy 10 kilometrów minęło jak chwila. Berlin wyglądał pięknie z perspektywy maratonu. Wspaniała pogoda, przyjemny chłód i promienie słoneczne oświetlające monumentalne budynki. Tłumy wiwatujących kibiców wzdłuż całej trasy. Okrzyki, oklaski, wołanie, brawa i słowa zachęty w najróżniejszych językach. I muzyka dosłownie co chwila. Tutaj koncert rockowy, chwilę później wbiegaliśmy w dźwięki saksofonu, śpiew, bębny. Wszystko.W ten sposób to można biegać!

I pewnie biegłabym po mój własny wymarzony „rekord świata” gdyby nie ściskający ból żołądka, który stopniowo narastał od 15-go kilometra… Jakieś 2, 3 kilometry dalej Maciek zaczął stopniowo się oddalać. Jeszcze mogłam przyspieszyć za nim, ale czując początek problemu postanowiłam po prostu utrzymać równe tempo. Dwa łyki wody żeby popić słodki smak żelu. Punkty odżywcze działały rewelacyjnie. Aż trudno uwierzyć, że musiały obsłużyć 40 tysięcy biegaczy! Około 20-go kilometra złapała mnie potężna kolka. Tak potężna, że koło 25-go km musiałam się na chwilę zatrzymać, przejść do marszu. To niemiłe uczucie kiedy nagle mijają Cię setki biegaczy… Krok za krokiem, powoli do przodu… ale ból nie chciał minąć… Ktoś z przebiegających obok mnie biegaczy klepnął mnie delikatnie po plecach zachęcając do dalszej walki. Zadziałało. Nie poddam się! Zaczęłam znowu biec. Z bólem, mimo bólu… 30-y kilometr. Trzeba by coś wypić, coś zjeść… Wiedziałam o tym bardzo dobrze. Problem w tym, że nie mogłam nic przełknąć...

085 800x600

Trasa maratonu

Biegłam dalej chłonąc atmosferę biegu, usilnie próbując nie myśleć o towarzyszących mi uczuciach. Na tym etapie było mi wszystko jedno w jakim czasie ukończę ten bieg. Moje ciało wołało o koniec już mniej więcej 12 km przed metą… Od 35-go kilometra straciłam pewność, że  dotrwam do końca. Brak paliwa dawał o sobie znać – sztywniejące nogi, które z każdym kolejnym krokiem coraz mniej miały siły żeby się poruszać. Wiedziałam, że to kwestia braku cukru i najpewniej odwodnienie, ale żołądek na każdy łyk izotonika reagował bolesnym skurczem. Nie byłam w stanie pić. Osiem ostatnich kilometrów trwało całą wieczność (widocznie musiało się wyrównać poczucie pierwszych ośmiu:)). Na domiar złego mój zegarek pokazywał większą ilość kilometrów niż oznaczenia na trasie (jak się okazało wszyscy moi znajomi tak mieli - ze względu na wymijanie innych biegaczy na szerokich ulicach nabijało się około kilometra więcej czyli w sumie przebiegłam 43km a nie maraton:). Żeby mieć dokładny dystans maratonu trzeba by biec po niebieskich liniach - jak to zapewne robi elita).

Meta maratonu berlińskiego znajduje się kawałek za Bramą Brandenburską. Kiedy wybiegłam zza zakrętu i moim oczom ukazała się brama powinnam być szczęśliwa… Tymczasem moja pierwsza myśl: „nie wiem czy dobiegnę…”. To straszne uczucie, którego nie doświadczyłam jeszcze nigdy wcześniej. Widok mety ma z reguły budujący wpływ na psyche… Tymczasem… flaga z oznaczeniem 42 km. Zostało 195 metrów do mety, a ja nie byłam pewna czy dam radę…

Dałam rade. Przekroczyłam metę z czasem netto 3:32:43. O prawie 13 minut wolniej niż marzenie. O niespełna 3 minuty wolniej niż to, co było moim „minimum” założeń. Ale to i tak życiówka. I mój największy sukces – że dobiegłam do końca! Zobaczyłam Maćka, który chwilę później zjawił się obok. Maćku - dziękuję za pomoc! Później… cóż, chwilę mi zajęło dotarcie do depozytu po rzeczy i odnalezienie znajomych biegaczy…

086 800x600

Numer startowy

40. Berlin Marathon zapamiętam na pewno bardzo dobrze. I nieważne, że nie udało mi się osiągnąć tego, co sobie założyłam. Maraton rządzi się swoimi prawami ; na takim dystansie wszystko może się zdarzyć. Poza tym maraton w Berlinie to nie jest „zwykły” maraton – to wielkie wydarzenie, którym żyje całe miasto i… cały biegowy świat. Naprawdę warto to przeżyć. Dodatkowo podczas tej 40-ej edycji Kenijczyk, Wilson Kipsang ustanowił nowy rekord świata w maratonie  - 2:03:23 (poprzedni rekord 2:03:45 od dwóch lat należał do Patricka Macau). Fajna jest myśl, że właśnie wtedy miałam okazję tam być:).

Dodaj komentarz

Komentarze (0)

Nikt jeszcze nie dodał komentarza

Kanał RSS komentarzy na tej stronie | Kanał RSS dla wszystkich komentarzy